Blog biblioteki szkolnej – doświadczenia biblioteki z Będzina

Blog biblioteki szkolnej – doświadczenia biblioteki z Będzina / Izabela Tumas // W: Warsztaty Bibliotekarskie [Dokument elektroniczny] / red. nacz. Dagmara Roszkowska. – Czasopismo elektroniczne. – Nr 1/2015 (45) czerwiec – Piotrków Trybunalski : Biblioteka Pedagogiczna, 2015. – Tryb dostępu: http://warsztatybibliotekarskie.pedagogiczna.edu.pl/blog-biblioteki-szkolnej-doswiadczenia-biblioteki-z-bedzina. – ISSN 1732-7008

linia

KONSEKWENCJA ZANIECHANIA

Promocja – to słowo, które działa na wyobraźnię wszystkich, ale tylko wtedy, kiedy przynosi nam jakieś korzyści. Jeżeli jednak to my mamy nad nią pracować, jest o wiele gorzej. Wydaje się, że bibliotekarze szkolni pałają do słowa promocja niechęcią. Albo raczej nie wiążą go bezpośrednio ze swoją działalnością zawodową.

Mam nadzieję, że nie zostanę posądzona o nadużycie, jeżeli napiszę, że brak reklamy bibliotek szkolnych – każdej z osobna i wszystkich razem, przyczynił się do tego, że dwa lata temu (o czym już zdążyliśmy zapomnieć) stanęliśmy twarzą w twarz z całkiem realną groźbą ich zlikwidowania przez ówczesnego ministra administracji i cyfryzacji, Michała Boniego. Tylko dzięki akcji Stop likwidacji bibliotek zainicjowanej przez czasopismo Biblioteka w Szkole oraz Towarzystwo Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich udało się zapobiec realizacji tego zamierzenia.

Sami jesteśmy sobie winni, że biblioteka szkolna miewa złą opinię. Nie pokazując, jakie teraz są te biblioteki pozwalamy, żeby funkcjonowały stereotypy na ich temat. A to prowadzi do inicjatyw, które mogą wyrugować z pejzażu szkoły albo ograniczyć do minimum godziny funkcjonowania tych pracowni szkolnych. Osoby, które mają dziś moce decyzyjne w sprawie istnienia (lub nieistnienia) bibliotek szkolnych do szkoły chodziły na pewno dawniej niż 10 lat temu. W ich wyobrażeniach taka biblioteka funkcjonuje ciągle jako mały składzik z książkami, oczywiście, w szarych okładkach, do którego zagląda się czasami po lektury, i który w głównej mierze zarasta kurzem. I jakoś mnie nie dziwi, że – mając taki obraz przed oczyma – przekonani są o ich zbędności. A przecież biblioteki szkolne dziś – to nie to samo, co biblioteki XX wieku! To centra kulturalne i medialne szkoły, nowoczesne i wyposażone w sprzęt komputerowy. Prawdziwe pracownie interdyscyplinarne wspierające i nauczanie, i wychowanie.

Kto o tym wie? Kto to docenia? Czy chwalimy się tym? Gdzie i na jaką skalę? W czasopismach fachowych, które czytamy tylko my. A może powinniśmy robić to tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, jak obecnie działa biblioteka szkolna i jakie pełni teraz funkcje? Dobrą robotę promocyjną robi działająca od niedawna strona Biblioteki Szkolne Online, gdzie często pojawiają się przykłady dobrych praktyk. Musi być jednak coraz więcej publikacji w sieci na temat naszej działalności, żeby BSO mogło o nas pisać. Musimy im te materiały dostarczyć.

OBECNOŚĆ W INTERNECIE

Nasi uczniowie myślą często, że jeżeli nie ma czegoś w Google, to znaczy, że nie istnieje. Gdyby przyjąć ich sposób widzenia okazałoby się właśnie, że większość z naszych bibliotek nie istnieje… Myśleliście o tym?

Czy wyobrażamy sobie, żeby nie znaleźć dziś w sieci strony internetowej jakiejś biblioteki miejskiej czy szkoły wyższej, nie wspominając już o bibliotekach naukowych? A my? W czym gorsze są biblioteki szkolne?

Ciągle jeszcze za mało jest bibliotek, które zdecydowały się prowadzić swoje witryny. W wykazie stron bibliotek szkolnych zamieszczonym na stronie Ośrodka Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów (OEIiZK) w Warszawie widnieje ledwie ponad 200 adresów. Niektóre strony bibliotek funkcjonują gdzieś kątem na stronie internetowej szkoły. Zamieszczone są tam zazwyczaj godziny otwarcia, jakiś regulamin i garść informacji – czasami już nieaktualnych. Są oczywiście chwalebne wyjątki. Ostatnio zachwyciła mnie wspaniała strona biblioteki SP nr 1 w Bolesławcu.

POCZĄTKI BLOGOWANIA

O próbach wypromowania biblioteki przez Internet mogę pisać jednak na przykładzie, który znam najlepiej – przywołując blog, który prowadzę od ponad 5 lat.

Początki nie były łatwe: pierwsze próby umieszczania na stronie internetowej gimnazjum, w którym pracuję, informacji o działalności biblioteki i jej ofercie były drogą przez mękę. Dostęp do strony miała wyłącznie administratorka, czyli nauczycielka informatyki, a zajmowała się nią tylko wtedy, kiedy wygospodarowała trochę czasu. W rezultacie aktualności biblioteczne w chwili publikacji na stronie można było od razu przerzucać do działu Archiwum. Do tego dochodził niezupełnie odpowiadający mi sposób prezentacji treści, a przede wszystkim brak interakcji z czytelnikiem.

Wiedziałam, że jedynym wyjściem w tej sytuacji będzie założenie bloga i podpięcie go pod stronę szkoły. Przejrzałam kilka serwisów oferujących darmowe prowadzenie takiej strony i wybór padł na WordPress. Oczywiście, początkowo obawiałam się, że nie poradzę sobie z techniczną stroną całego przedsięwzięcia, ale szybko okazało się, że jest to niewiele trudniejsze od edycji zwykłego dokumentu tekstowego.

Nie musiałam zastanawiać się długo, w jaki sposób zaprezentuję to, co chciałam pokazać, bo od dłuższego czasu wszystko miałam dokładnie rozplanowane na kartkach. Wypełnienie treścią zasadniczego zrębu bloga – stałych informacji na stronach i otwarcie wpisów pierwszym artykułem zajęło mi jakieś trzy dni. Blog ruszył na początku listopada 2009 roku.

O CZYM PISAĆ?

Zakładając blog biblioteki gimnazjum, od początku wiedziałam, że nie będzie to wyłącznie kronika wydarzeń bibliotecznych. Oprócz informacji o tym, co dzieje się w bibliotece, o nowościach książkowych czy konkursach, publikuję także teksty, dla których inspiracją jest książka: relacje z targów książki, spotkań z pisarzami, imprez kulturalnych w naszym mieście, regionie czy wydarzeniach ogólnopolskich (np. nagrodach literackich), ale nie tylko.

Pozwalam sobie również na zamieszczanie osobistych relacji z podróży, bo akurat trafiłam np. do belgijskiego miasteczka książek – Redu, włoskiego – Montereggio albo na jakieś urokliwe stoiska z książkami czy odwiedziłam miejsce urodzin słynnego autora Pinokia, czyli Carlo Collodiego. Piszę o wizycie w warszawskim Centrum Nauki Kopernik czy Łodzi (Mały miś, śmieszny miś). Nie zawahałam się też przed opublikowaniem historii o uratowaniu ze skupu surowców wtórnych książki z biblioteki mojej koleżanki.

Czasami zastanawiałam się, czy w związku z tym nie powinnam zmienić nazwy bloga – w końcu zakres tematyczny publikowanych tam tekstów wybiega często poza obszar spraw biblioteki gimnazjalnej. Doszłam jednak do wniosku, że to przecież ja, jako bibliotekarka, nadaję rytm jej działalności i mam pełne prawo pisać też o tym, co mnie inspiruje i ciekawi.

Piszę blog nie dla siebie, ale dla użytkowników mojej biblioteki (i jak się okazuje  również innych czytelników), naiwnością byłoby więc sądzić, że zainteresują ich publikowane na stronie wykresy ze statystyką miesięczną czytelnictwa czy rezultaty inwentaryzacji. Jestem pewna, że gdybym zawęziła wpisy tylko do tego rodzaju informacji, na blog nie zajrzałaby ponownie żadna z osób, która trafiła tam po raz pierwszy. Rola biblioteki nie ogranicza się przecież tylko do udostępniania zgromadzonych zbiorów, więc blog, który jest już teraz jej integralną częścią, ma za zadanie pełnić w sieci funkcję, którą przed erą internetu biblioteka pełniła w realu: promować kulturę, i to nie tylko tę literacką.

Kiedyś przekonałam się na własnej skórze, jak ważny jest wybór tematu. Otóż do biblioteki przyszedł czytelnik z prośbą o zakupienie książki Zeznania Niekrytego Krytyka Macieja Frączyka. Kiedy wpisywałam ją do inwentarza, nie było ucznia, który by nie wyraził chęci wypożyczenia tej pozycji natychmiast. Zafascynowana osobą, której popularność jest w stanie zachęcić uczniów do lektury, opisałam to wszystko na blogu. Nie wiedziałam, oczywiście, jakie będą konsekwencje tego wpisu. Okazało się, że zanotowaliśmy rekord odwiedzin w ciągu jednego dnia – 2048 wejść na blog. A ta liczba stąd, że Niekryty Krytyk, który ma z kolei największą oglądalność swoich filmików na YouTube, zamieścił na Facebooku link do mojego wpisu.

CZYTELNICY BLOGA

Początkowo sądziłam, że jedynymi odbiorcami moich tekstów będą uczniowie i nauczyciele naszego gimnazjum – kogóż innego mogłyby interesować sprawy związane z jakąś biblioteką szkolną, omawiającą głównie sprawy lokalne? Miłą niespodzianką były więc maile od osób z drugiego końca Polski (albo nawet zza oceanu), w których deklarowano, że nadawcy odwiedzają blog i cenią to, co tam publikuję. Byli to głównie bibliotekarze, nauczyciele, a nawet dyrektorzy szkół, ale nie tylko. Nie wiem, kiedy i jak to się stało, że statystyki odwiedzin bloga poszybowały w górę i trzymają poziom, chociaż przecież wcale nie musiało to tak wyglądać.

Okazuje się jednak, że wielość tematów podejmowanych przez mnie zaowocowała wyższymi statystykami. Im więcej rzeczy opiszę, tematów poruszę, tym więcej czytelników zajrzy na blog – to oczywiste.

Muszę powiedzieć też kilka słów o początkowej promocji bloga i informowaniu o nim tych, którzy mogli stać się jego potencjalnymi odbiorcami. Do wypożyczanych książek wkładałam kolorową zakładkę Kiedy skończysz czytać książkę, zajrzyj na blog naszej biblioteki, na której podawałam jego adres. Wtedy był on jeszcze niezbyt łatwy do zapamiętania – dopiero po roku dostałam w prezencie domenę bibliotekarka.bedzin.pl, którą posługuję się do dziś.

O istnieniu blogu informowałam też mailowo koleżanki i kolegów po fachu, którzy z kolei przesyłali tę wiadomość innym. Na drzwiach biblioteki wywiesiłam zaproszenie do odwiedzin strony, a jej adres umieściłam też przy każdym stanowisku komputerowym w bibliotece. I tak powoli wszystko się rozkręcało.

ZALETY (I WADY) BLOGOWANIA

Jakie są zalety prowadzenia bloga biblioteki szkolnej? Podstawową: szybkość i wygoda w kontaktach z czytelnikami. Informacja, na której mi zależy, dociera w krótkim czasie do wielu odbiorców. Jednak najważniejszą chyba zaletą blogowania jest prezentacja i promocja biblioteki w szkole, w mieście a także – co pokazało doświadczenie – również poza miastem. Mogę śmiało powiedzieć, że dzięki blogowi odczarowałam trochę bibliotekę szkolną.

W czasach, kiedy samorządowcy poważnie zastanawiają się nad zasadnością istnienia bibliotek w szkołach, dobrze jest pokazać, że z biblioteką szkolną nie wiąże się tylko przymus czytania znienawidzonych przez uczniów lektur, ale że to doskonałe miejsce do dyskutowania, poznawania, poszerzania swoich horyzontów, lub choćby tylko do przebywania, żartowania i zabawy – wszystko to ma odzwierciedlenie w publikowanych przeze mnie wpisach.

Cieszę się, że mój blog stał się też inspiracją dla innych – i już samo to stanowi o pozytywnej sile jego oddziaływania. Kilka moich gimnazjalistek założyło swoje własne strony – jedna z nich pisze o przeczytanych książkach. Koleżanki ruszyły w moje ślady: blog prowadzi bibliotekarka szkolna z mojego miasta i jedna z nauczycielek przedszkola.

Teksty na stronie spełniają też jeszcze jedną, bardzo pożyteczną rolę: powodują, że lawinowo rośnie liczba tematów, o których mogę rozmawiać z młodzieżą. Podczas przerw jest u mnie tłoczno jak na deptaku w Cannes, ale nie każdy przychodzi po to, żeby zwiększyć statystykę wypożyczeń. Cenię to, że uczniowie zjawiają się tłumnie także dlatego, żeby tylko pogadać. Od czterech lat również o tym, co napisałam, albo o czym mogłabym jeszcze napisać na blogu.

Blog jest też świadectwem mojej pracy – z jej rezultatami mogą zapoznać się nie tylko uczniowie, którym blog był dedykowany, ale również dyrektor szkoły i inni nauczyciele. Mogą wyrobić sobie pogląd na pracę bibliotekarza szkolnego, i muszę zaznaczyć, że to bardzo istotne, bo niektórzy po prostu nie wiedzą, na czym ona polega. Czasami ich wyobrażenie bywa dosyć stereotypowe: są przekonani, że rola bibliotekarza ogranicza się do wyczekiwania na czytelnika, któremu – jeżeli już się zjawi – należy podać książkę…

Jakie są trudności wynikające z prowadzenia bloga? Niektórych odstrasza zapewne konieczność zamieszczania ciągle nowych publikacji. Wtedy najlepiej założyć zwykłą stronę internetową, gdzie aktualizacje nie muszą być tak częste. Tu rzeczywiście wymagana jest sumienność i systematyczność. Zdarzało się, że musiałam tłumaczyć moim uczniom, dlaczego w czwartym dniu od ostatniego wpisu zwlekam z kolejnym. Usprawiedliwiałam się, ale byłam jednocześnie niewiarygodnie szczęśliwa, że młodzież śledzi blog i docenia to, co robię.

Promocja i reklama w Internecie są jak kula śniegowa. Informacje przekazywane są coraz dalej, o naszej działalności dowiaduje się coraz więcej osób. Blog biblioteki szkolnej stał się popularny również za sprawą publikacji w prasie czy książce. I to również zwiększyło jego zasięg, a biblioteka szkolna wyrabia sobie dobrą markę.

I jeszcze jeden sposób zwiększenia liczby odbiorców treści, które publikujemy: pisząc komentarze na portalach bibliotecznych (Pulowerek, Bibliosfera, forum Biblioteki w Szkole) zostawiamy swoje namiary – bo  komentarz można dodać dopiero po zalogowaniu się.

BLOG – CIESZY I SŁUŻY

Nigdy nie myślę długo nad tematem nowych wpisów, bo te znajdują się same: leżą na półkach, przesiadują między regałami i wyskakują niespodziewanie nawet z najbardziej niewiarygodnych miejsc. Czasami muszę nawet wstrzymywać się z publikacją kolejnych informacji. Zbyt częste wpisy – tak jak zbyt rzadkie – nie przysługują się blogowi. Choćby nie wiem jak bardzo czytelnicy nas cenili, nie są w stanie zapoznawać się codziennie z nowymi artykułami – trzeba wziąć pod uwagę, że nasz blog nie jest jedyną stroną w Internecie, na jaką zaglądają.

Prowadzę blog pięć lat, a mam wrażenie, że robiłam to zawsze. Dziś jest oczywistym elementem mojej pracy tak jak akcesja czasopism czy włączanie na półki zwróconych książek. Jest po prostu nieodzowny do prawidłowego funkcjonowania mojej biblioteki szkolnej. Muszę wspomnieć też o osobistej satysfakcji, że strona jest chętnie odwiedzana i czytana. Prowadzącym blogi nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

I jeszcze jedna ważna rzecz: promocja biblioteki przyczynia się do promocji szkoły – co w czasach niżu demograficznego jest bardzo ważne. Podczas Dni Otwartych szkoły zawsze zabiegam o to, żeby wszystkie grupy szóstoklasistów przeszły przez bibliotekę, bo to atut naszej szkoły. Ostatnio dzieci chciały zapisywać się do koła bibliotecznego już w kwietniu!

Zdaję sobie sprawę, że nie rzucicie się wszyscy od razu do zakładania stron własnych bibliotek, ale mam nadzieję, że niektórzy z tych, którzy jeszcze tego nie robią – zostali w jakiś sposób zainspirowani. Tym, którzy już blogują, życzę wytrwałości i niekończących się pomysłów na nowe wpisy. I pasji, która to wszystko udźwignie.

***


linia

tumas
Izabela Tumas
 – nauczyciel dyplomowany, bibliotekarka w gimnazjum. Od 5 lat prowadzi blog biblioteki szkolnej. O pracy z książkami marzyła od dziecka.


linia

Ten artykuł jest częścią: NR 1/2015 (45)

Jeden komentarz w “Blog biblioteki szkolnej – doświadczenia biblioteki z Będzina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *